Bardzo rzadko chodzę do kościoła. A jak już się zdarzy to idę z przymusu, z mamą.
Nie czuję potrzeby chodzenia do kościoła, modlenia się...
Dla mnie jest to po prostu nudne.
czytając Twój post do 2 linijki, myślałam, że masz taki problem jak ja. Ale po ostatniej stwierdziłam, że jednak nie jest z Tobą aż tak źle ;p
_________________ „Kiedy idę, to idę, i tyle. (…)Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem.”
Jestem wierząca, ale nie praktykująca...
Chodziłam do kościoła dwa razy w tygodniu, na Mszę św i na spotkania przed bierzmowaniem. Postanowiłam, że teraz się trochę pomęczę i przystąpie do tego sakramentu, bo potem nie będę miała na to czasu i chcęci. I tak z tych spotkań nic nie wyniosłam, niczego się nie nauczyłam. Dla mnie to były poprostu spotkania towarzyskie ze znajomymi. Wiedziałam, że jak już przyjmę ten sakrament moja `religijność` się skończy i tak się stało. Od tego czasu nie byłam w kościele, nie mam takiej potrzeby.
_________________ `Żyj tak, aby Twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz...`
Jesteśmy stworzeni z dwóch kontrastujących idei: miłości i strachu. Wybierz jedno z nich i żyj.
Axl Rose
Nie chodzę, nie chcę po prostu.. Wg mnie kościół nic dobrego nie wnosi w nasze życie, tylko każe nam robić to, co niby bóg chce, postępować wg dekalogu... A Księża tak samo, niby tacy wielcy katolicy, którzy oddali swoje życie żeby spełniać posługę bożą, a co chwile się słyszy o jakiś aferach związanych z kościołem..
Do bierzmowania niestety idę, ojciec mnie zmusza, mama na całe szczęście nie, bo powiedziała, że to mój wybór...
A ja chodzę...wtedy, kiedy mi się zechce. Czasem zdarza się nawet w każdą niedzielę. A tak ogólnie, to co dwie. Bo nie zawsze mi się chce, ot co. Aha...no i niemal w każde (chociaż te najważniejsze) święto.
Dla mnie (chyba tylko dla mnie na tym forum ;o) nie jest tak źle w kościele. W moim mieście jest chyba siedem, czy osiem parafii, z czego cztery "odwiedziłem". W jednym z kościołów kazania wyprawiają dominikanie, czy tam franciszkanie...cóż, mówiono, że ładne kazania dają - i ja się z tym zgadzam. Fajnie czasem ich posłuchać. A o pieniądzach mało kiedy gadają. Tylko przed tacą proszą o datki, podając cel, na który to zostanie wydany, a także po tacy powtórzą, komu to przekażą. Najczęściej radiu (nie Maryja, tylko Podlaskiemu niby ) ;o A niech sobie dają, dokąd chcą. Większość daje, to i ja też. Chociaż nie raz (na złość :D ) nie przyniosłem ^^ Ale po prostu kwestia tego, czy nie zapomnę. Tak, tak! Zdarza mi się o tym zapomnieć ^^
Wbrew temu, co się może wydawać po tym, co powiedziałem - że lubię chodzić do kościoła - nie jestem praktykującym. Nawet nie modlę się z rana i wieczora. W ogóle się nie modlę. Tylko w kościele, na Mszy Św. ;) I tyle z mojego katolicyzmu. Chodzę do kościoła, biorę udział w tych wszystkich sakramentach (imho, spowiedź, Komunia Św.), i nic więcej. Oczywiście najczęściej "z własnej woli". Rodzice nie muszą mnie namawiać ^^ Czasami im samym się nie chce iść, bo się niby to źle czują, i muszę sam wyłazić ;f I wyłażę, i idę do tego kościoła. Znaczy się, jak sam, to już do mojej parafii. Jak byłem w innych, to "gościnnie", jak szedłem np. do babci. Wtedy na Mszę szedłem do kościoła najbliższego babci, itp. ^^ I taki oto ze mnie wierzący. Ni to mi nie przeszkadza, ni to nie zadowala. Ot, zwykłe wychodzenie z domu, by potem od razu wrócić na kompa ;o
Ostatnio zmieniony przez Mayos 2008-07-04, 21:31, w całości zmieniany 2 razy
podpisuję się pod powyższym, zdarza mi się chodzic do kosciola i kiedy mi sie nie chce, poprostu nie ide. Czasem kazania są nawet ciekawe... do czasu zanim zaczyna się temat radia Maryja i tabletek gwałtu ( w moim kościele to juz standard).
_________________ "I cry, when angels deserve to die"
Ja chodzę do kościoła w każdą niedzielę (jak jestem chora czy coś to nie)
Od najmłodszych moich lat rodzice kazali mi chodzić do kościoła, nie za bardzo lubiałam, gdyż mi się tam nudziło;) Teraz jest to mój świadomy wybór. Nie jestem bardzo wierząca, ale do kościoła chodzę
_________________ ...czasem trzeba zamilknąć,
żeby zostać wysłuchanym ...
no ja jak narazie chodzę bo mnie rodzice zmuszają ( ale i tak nie chodzimy co niedziele więc luzik) zresztą wkurzają mnie kazania w każdym jest mowa żę człowiek jest zły i nic z tym nie może zrobić. po za tym żyjemy w takich czasach że opłacalne jest zostać księdzem jedyną wadom jest brak żony i czasami koloratka.
Chyba będę miała tak jak większość: do bierzmowania w miarę chodzić do kościoła chyba żę rodzice przestaną zmuszać to wcześniej .po prostu nie czuje takiej potrzeby
_________________ skończy się pokolenie JP2 zacznie sie pokolenie analfabetów
Gość kradnie orzeszki ze snikersów
zresztą wkurzają mnie kazania w każdym jest mowa żę człowiek jest zły i nic z tym nie może zrobić.
pierwszy raz słyszę. Oczywiście, ciągle powtarzają jacy to jesteśmy źle i be, ale zachęcają nas do poprawy.
_________________ „Kiedy idę, to idę, i tyle. (…)Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem.”
no to właśnie u nas tak niema bo w kazaniach jest mowa o rzeczach których nie da sie zmienić ( np była mowa o tym że rodzice za mało czasu poświęcają dzieciom bo chodzą do pracy już miałam ochotę mu nagadać że nie każdy ma kasy jak lodu i niestety musi pracować by rodzina miała z czego żyć) choć rzeczywiście niektóre kazania mają sens ale to naprawdę rzadkość
_________________ skończy się pokolenie JP2 zacznie sie pokolenie analfabetów
Gość kradnie orzeszki ze snikersów
ja należę do nowej kategorii -- niewierząca, praktykująca (:
heh, pochodzę z bardzo katolickiej rodziny (bardzo -- bo to nie są ludzie, którzy tylko chodzą co niedzielę do kościoła, ale jedak starają się żyć zgodnie z zasadami swojej wiary). ja, jako że uważam się za agnostyka (i doprawdy, bliżej mi do ateisty niż wierzącej osoby) -- najchętniej nie chodziłabym do kościoła. Ale ponieważ nadal pozostaję na garnuszku rodziców, nie mam specjalnie wyboru (:
no to właśnie u nas tak niema bo w kazaniach jest mowa o rzeczach których nie da sie zmienić ( np była mowa o tym że rodzice za mało czasu poświęcają dzieciom bo chodzą do pracy już miałam ochotę mu nagadać że nie każdy ma kasy jak lodu i niestety musi pracować by rodzina miała z czego żyć) choć rzeczywiście niektóre kazania mają sens ale to naprawdę rzadkość
Doskonale Cię rozumiem. I dlatego po prostu nie chodzę tam ;)
_________________ „Kiedy idę, to idę, i tyle. (…)Bo nie żyję ani w przeszłości, ani w przyszłości. Dla mnie istnieje tylko dzisiaj i nie obchodzi mnie nic więcej. Jeśli kiedyś uda ci się trwać w teraźniejszości, staniesz się szczęśliwym człowiekiem.”
Wiek: 18 Posty: 30 Wysłał 1 piw(a) Skąd: Okolice Tarnobrzega
0.00 Punktów
Wysłany: 2008-07-27, 21:13
Chodzę czasami jak mnie matka z domu już na siłe wygania:P Dla ojca to wszystko jedno... Nie odczuwam takiej potrzeby żeby tam iść, praktycznie sie nie modle chyba, że już jestem w kościele... Niedawno uświadomiłam sobie, że przede mną najcięższy rok będzie - III gim - bierzmowanie... Obawiam się, że psychicznie z tego dobrze nie wyjdę... O.o
W sumie wiele zależy od księdza, bo są tacy którzy potrafią zachęcić do chodzenia do kościoła, a są tacy, którzy [chyba nieświadomie...] robią wszystko żeby do tego zniechęcić.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum