Tekst napisany przeze mnie kilka dobrych lat temu... tych, którzy przeczytają w całości zachęcam do dyskusji.
Płatki śniegu... czyli kolejne dygresje o rzeczywistości, w której przyszło nam żyć...
Jupiii :)... monotonię i ciszę bladego poranka zmącił mój radosny okrzyk. Spoglądając prze szybę mego małego okna na świat widziałem białe śnieżynki, które swymi oczkami mrugały do mnie, a na ich twarzy malował się radosny uśmiech. Ich policzki były nieco zarumienione, to pewnie od tego mrozu, który pozwalał im na egzystencję w postaci białej kołderki na zielonej ziemi, która zresztą i tak dawno utraciła swe kolory, przestając tym sposobem dawać jakiekolwiek znaki życia. Biały puch spoczywający na płaszczu naszej planety, wydawał się swą lekkością podnosić wszystko co do tej pory zdawało się być nienaruszone i tak boleśnie obciążające kulę, po której codziennie kroczą nasze stopy. Każde ośnieżone drzewo, czerwona róża z ogrodu przed domem i pozostałe roślinki, którym udało się wystawić główkę, aby jeszcze raz, może po raz ostatni zobaczyć promyki słońca, wszystko cieszyło się razem ze mną z tego czego inni ludzie nawet nie zauważyli. Przechodząc czarnymi ulicami rozdeptywali resztki białych płatków śniegu.
Szkoda, że tak mało osób dostrzega dualistyczną osobowość piękna swojego świata. Na co dzień widzi się tylko to, co najgorsze, ale nikt nie raduje się tym, co widzi wokół siebie i tym, co daje mu matka natura. Podstawowe wartości moralne, zaczęły zatracać się w otchłani, którą kolejne pokolenia bytu ludzkiego starają się pogłębiać, dążąc do całkowitego zatracenia tego co dobre.
Ten biały okruszek śniegu wydający się taki prymitywny, rozpływający się w czasie nic nie znaczących sekund jest tylko wymysłem natury, która niczym nie może nas już zaskoczyć. A może ten płatek to właśnie ja? Powoli, kołysany powiewami wiatru, zmieniający co jakiś czas kierunek lotu, biały płatek. Dążąc do celu, którego i tak jeszcze nie widzę na swej tarczy, podążam różnymi ścieżkami. Nie wiem sam, ile razy byłem już tak blisko, biały punkt, którego centrum był szukanym przeze mnie środkiem był już taki wyrazisty, aż tu nagle... Nie udało się mi wystrzelić, broń nie była naładowana, lekki podmuch zmącił tor lotu pocisku, a ja z karabinem w ręku wstałem i poszedłem dalej z nadzieją, że gdzieś niedaleko będzie następna strzelnica, w której odnajdę tarczę z wyrazistym celem i wreszcie trafię w sam środek. Tak oto kroczę i szukam, nieraz muszę powrócić, zdarza się mi pomylić kierunki, to znów ktoś próbując mnie zmylić nastawia pułapki. Dlaczego człowiek, pisany tak przez małe "c" nie widzi na co dzień tego piękna, które zostało mu dane, czy to jest mało? Nie wystarczy uśmiech bliskiej osoby, czterolistna koniczynka to już o wiele za mało do szczęścia. Nauczyliśmy się żyć w świecie, gdzie mała stokrotka nic nie znaczy, można ją przydeptać, zgnieść, można przydeptać i zgnieść drugiego człowieka. Zazwyczaj tak jest, że to co piękne i niepowtarzalne nie wyróżniające się z ogółu musi zostać zniszczone. Pojedyncze jednostki człowieczeństwa, które stąpają obok nas, rozmawiają z nami (zdarza się to nader rzadko, gdyż trudno je wyodrębnić), są zwyczajnymi ludźmi, często stają na poboczu, bo oni właśnie żyją własnym życiem. W ich myślach nie funkcjonuje słowo gniew, nienawiść, takie pojęcia znają tylko z definicji słownikowych, te jednostki potrafią dostrzec to czego inni nie widzą, potrafią pomóc, wyciągnąć swą strudzoną dłoń w kierunku potrzebującego i zabrać od niego wszystkie troski, pozostając później z nimi sam na sam. Sąsiad, który nie przyszedł nas odwiedzić w niedzielę, koleżanka, która plotkowała na nasz temat z innymi, nasz najlepszy przyjaciel, który nie oddał dzisiaj pożyczonej książki - to ludzie, z którymi nie powinniśmy już nigdy więcej rozmawiać, może kiedyś, ale oni już są przekreśleni z naszej listy... pojawia się tyko pytanie dlaczego? Kto nas tego nauczył, że jakakolwiek mała błahostka staje się powodem rozłąki z kimś na wiele dni, miesięcy...lat...na całe życie. Czasem po prostu śmierć kogoś, z kim nie żyliśmy w zgodzie przywraca nam świadomość, ale czy aby nie za późno? Czy nie można by wcześniej podejść przeprosić, przyznać się do winy, pokazać jaka jest prawda? Dlaczego ta zaciekłość, ta mówiąc prosto głupota, zniewala nasz umysł, nasze prawdziwe uczucia, to czego do tej pory się nauczyliśmy? Nie znam odpowiedzi na wiele z tych powyższych pytań, ale w swoim życiu chcę odkryć prawdę, chcę zrozumieć mojego przyjaciela, mojego kolegę, każdego z kim się spotykam.
Może jeszcze jedna sprawa... Coraz trudniej znaleźć ludzi, którzy znaliby prawdziwe znaczenie słowa miłość, dla przeciętnego chłopaka, w wieku lat -naście miłość to po prostu - sex, dla osób starszych miłość to jak najszybsze małżeństwo, a potem... kłótnie, bójki, rozwody... dzieci, którym młodość dostarczyła aż za wiele materiału do napisania powieści biograficznej. Posiadanie drugiej połówki jest nieodłącznym marzeniem każdego nastolatka i nastolatki. Każdy wkraczając w tzw. świat dorosłości, chce jakoś zaistnieć, pokazać innym kim tak naprawdę jest, pojawiają się elementy, które w pełni oddają charakter młodych buntowników. Często szukając kogoś, naszego dopełnienia, kierujemy się nie sercem, ale wzrokiem, który nie ma wiele połączeń z naszym układem krążenia. Koleżanka ma chłopaka, to ja też, kolega ma ex-laskę, to ja też. Takie są uzasadnienia dlaczego potrzebujemy kogoś nowego w naszym życiu. Doprowadza to tylko do jednego... do wielkich rozczarowań. Początki są świetne, super, to o tym marzyliśmy, właśnie takiego(-ą) go sobie wyobrażałam(-em), ale z czasem coś zaczyna się psuć, zaczynamy zauważać, że chyba nie tego się spodziewaliśmy, w końcu on przestaje dzwonić, ona nie pisze listów, dochodzi do tego, że trudno powiedzieć przyjacielskie "cześć" mijając się na szkolnym korytarzu lub ulicy. Później pozostają już tylko depresje, samobójstwa, duża część nastolatków sobie po prostu z tym nie radzi, utracone gdzieś nadzieje, marzenia zostają głęboko pochowane pod grubą warstwą wylanych łez. Aby z powrotem zaufać trzeba niesamowicie dużo czasu. Może każdy o tym wie i ta sprawa była już kilkakrotnie poruszana, ale poruszam ją jeszcze raz, aby do tych, którzy tego nie słyszeli dotarł ten mały apel, wygłaszany lekko zachrypniętym głosem (wszystko z powodu kataru :) Warto zauważyć, że nie należy się zbytnio spieszyć, mając na uwadze, że nie jeżeli nie ja to on (ona) nie jest na tyle dojrzała, aby z tego mogło coś być. Zdarza się, że ktoś od 14 roku życia zostaje ze sobą już do końca, ale to znowu inny temat. Piszę to nie z własnego doświadczenia, gdyż nadal jestem wolnym człowiekiem i nie spieszno mi do zdobycia kogoś, z kim chciałbym być, po prostu to są moje obserwacje jak jest i jak nie powinno być. Mówię każdemu więc, na wszystko przyjdzie czas, warto czekać, czekać, czekać, choćby nawet zabrakło nam dni... Nie myśleć, że to samo przyjdzie, ale otrzymamy w końcu znak i wtedy już będzie wiadomo co robić.
Często zadaję sobie pytanie czy można zmienić siebie? Wielu dąży do tego, aby zmienić świat, ale wyjątki próbują zacząć od siebie. Taka przemian jest najtrudniejsza, tutaj nikt nie może pomóc, chociaż w kręgu osób udałoby się znaleźć i takie, których słowa, mogłyby znacznie ułatwić ten proces. Świat, ludzie, dzień po dniu, i ja wraz ze wszystkim i wszystkimi staram się nie zatracić w rzeczywistości, której... raczej nie można zmienić...
...a wszystko to dlatego, że biały puch dalej unosi się w nasączonym mrozem powietrzem... ciekawe dokąd tym razem zaniesie mnie wiatr...
_________________ rara avis // qui tacet, consentire videtur
Często zadaję sobie pytanie czy można zmienić siebie?
Owszem można. Ja z milej, kochanej, sympatycznej dziewcyzny, przyjaciolki, koleznaki, stałam sie na dłużczy czas "zimną suka". Ale postanowiłam sie zmienić- nienaiwdizłam siebie samej za to jaka byłam. Trzeba mocno w to wierzyć i potzreba wiele pracy. Zmiany są potrzebne.
A i owszem świata nikt na siłe nie zmieni, a jeżeli ktos próbuje musi zacząc od siebie.
I bardzo podoba mi sie to wszytsko co napisałeś, byłam troszke w szkoku czytajać niektóre zdanie, ale w ciekawy spsoob ujołes problemy i rzeczy czesto niedostrzegalne itp.
_________________ ♥ Why do all good things come to an end? :((( ♥
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum