Jakby nie było to taka para żyjąca na kocią łapę rodziny tak raczej nie tworzy
Rodzinę, to może tworzy, ale nieformalną.
_________________ "Proszę nie mów muszę odejść, tyle jeszcze na nas czeka.
Nawet jeśli to co było już nie wróci,
nawet jeśli dziś już nic to nic nie znaczy."
"rodzinę" to tak, ale rodziny nie. To tak samo jakby się powiedziało np. na mnie i mojego chłopaka, że tworzymy piękną rodzinę. Głupota. To że ktoś ze sobą mieszka, kocha się nie znaczy że tworzy rodzinę. Urodzą się dzieciaczki i będą mieli inne nazwisko niż ojciec lub matka. Mimo że będą dzieci, to czy to będzie rodzina? nie. Owszem ktoś może się uprzeć i powiedzieć że się ze mną nie zgadza. Ale dla mnie rodziną jest: mąż, żona, potomstwo:)
_________________ ...czasem trzeba zamilknąć,
żeby zostać wysłuchanym ...
Buka, zgodzę się z Tobą, ale jeśli weźmiemy pod uwagę rodzinę wyłącznie jako instytucję społeczną, natomiast może mieć ona różny charakter. Rodzina to także "Związek intymnego, wzajemnego uczucia, współdziałania i wzajemnej odpowiedzialności, w którym akcent pada na wzmacnianie wewnętrznych relacji i interakcji."
"Grupa określona przez stosunki seksualne, odpowiednio unormowane i trwałe, tak by mogła zapewnić odnawianie się sfery reprodukcji."
"Zazwyczaj jako rodzinę rozumie się dwójkę partnerów i wychowywane potomstwo. Tego typu rodzinę określa się jako nuklearną"
źródło: encyklopedia PWN
_________________ "Proszę nie mów muszę odejść, tyle jeszcze na nas czeka.
Nawet jeśli to co było już nie wróci,
nawet jeśli dziś już nic to nic nie znaczy."
A ja mieszkam z chłopakiem -- bez ślubu -- bo nie jest on nam na razie do niczego potrzebny. Bo to i tak kiedyś będzie tylko kwestia papierka.
Uważam, że dla wierzących ludzi ślub może mieć jakieś większe znaczenie... dla nas nie ma.
_________________ Quidquid latine dictum sit, altum videtur
Uważam, że dla wierzących ludzi ślub może mieć jakieś większe znaczenie.
No i czasami jeszcze dla tych, którzy np. sprawy podatkowe itp. uważają za istotne.
_________________ "Proszę nie mów muszę odejść, tyle jeszcze na nas czeka.
Nawet jeśli to co było już nie wróci,
nawet jeśli dziś już nic to nic nie znaczy."
Tak, dlatego mówię, że dopóki ślub nie będzie koniecznością (myślę, że kiedyś po studiach, kiedy będziemy mieć stałą pracę, może dzieci), nie mam zamiaru zmieniać takiego stanu rzeczy.
_________________ Quidquid latine dictum sit, altum videtur
Poza tym mi jakoś papierek kojarzy się z dużą odpowiedzialnością i jakimś zobowiązaniem na całe życie. Może jestem młodsza i dlatego, ale jednak powinna to być przemyślana decyzja i sama bym się długo zastanawiała nad jej podjęciem.
_________________ "Proszę nie mów muszę odejść, tyle jeszcze na nas czeka.
Nawet jeśli to co było już nie wróci,
nawet jeśli dziś już nic to nic nie znaczy."
ja dla mnie jako katoliczki ślub jest ważny, nawet bardzo. życie na kocią łapę dopuszczam do tego stopnia, żeby poznać tylko czy jesteśmy ze sobą w stanie tyle wytrzymać :P większy problem u nas jest ze ślubem kościelnym, bo on jest ateistą, ale nawet z tego co się ostatnio dowiedziałam, jest wszystko możliwe. W każdym bądź razie, nie popieram życia na kocią łapę na dłuższą metę.
Ktoś wcześniej powiedział, że dla wielu ludzi religia jest drugorzędną sprawą. Myślę, że powinnaś się zastanowić o czym Ty mówisz.
Mam nadzieję, że przytyk nie był skierowany do mnie (: Bo w naszym przypadku religia nie jest sprawą drugorzędną -- nie jest sprawą w ogóle. Jesteśmy oboje ateistami i ślub kościelny w ogóle nie wchodzi w grę. Cywilny -- co innego -- kiedyś może być niezbędny. Na razie nie jest.
_________________ Quidquid latine dictum sit, altum videtur
większy problem u nas jest ze ślubem kościelnym, bo on jest ateistą, ale nawet z tego co się ostatnio dowiedziałam, jest wszystko możliwe.
Ateista może poślubić osobę wierzącą, pod warunkiem, że ta druga zobowiąże się wychować dzieci w religii katolickiej.
_________________ "Proszę nie mów muszę odejść, tyle jeszcze na nas czeka.
Nawet jeśli to co było już nie wróci,
nawet jeśli dziś już nic to nic nie znaczy."
chyba na odwrót. ta pierwsza (czyli jak napisałaś ateista), musi się zgodzić na wychowanie dzieci w wierze. zresztą, to nie ten temat.
Dobrze napisałam. Może nie sprecyzowałam tego, ale mówiąc kolokwialnie to ateista nie obchodzi kościoła. Osoba wierząca musi się zobowiązać, że przekaże swoją wiarę dzieciom bez względu na poglądy współmałżonka.
Wracając do tematu, to śmieszy mnie reakcja niektórych ludzi, szczególnie starszych na pary żyjące bez ślubu. Niektóre najchętniej naplułyby im w twarz. Znam takie przypadki, ale czy powinniśmy wtrącać się do życia innych. Moim zdaniem każdy ma sumienie i wybiera co jest dla niego lepsze. Poza tym prawie nikt z tych "umoralniaczy" na siłę nie bierze pod uwagę faktu, że nie każdy jest katolikiem i nie musi wyznawać takich samych wartości.
_________________ "Proszę nie mów muszę odejść, tyle jeszcze na nas czeka.
Nawet jeśli to co było już nie wróci,
nawet jeśli dziś już nic to nic nie znaczy."
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum